2009/12/21 11:41

Kodeks dromadera

ETYKIETY: dziecko

Grudzień sypnął śniegiem i wolnymi dniami. Wydostałam się spod lawiny uczniowskich wypracowań, ale nie ma lekko – trzeba się z Leną pobawić. „To może w zwierzątka?” – pyta, nie czeka na odpowiedź i sięga po wiklinowy koszyk, w którym przechowuje swój plastikowy zwierzyniec.

„Ja będę zebrą, ty – wielbłądem” – zarządza. Zgadzam się. Cóż łatwiejszego spotka mnie w życiu niż bycie wielbłądem? Zabawa nabiera tempa, na łóżku ląduje beżowy koc: „To piasek”. Mam być wielbłądem, który idzie przez pustynię i rozmawia z zebrą.

Idziemy więc przez tę pustynię i rozmawiamy, jak to fajnie mieć garby (ja) i paski (Lena), że fajnie służyć ludziom (ja) i fajnie też nie służyć (Lena), że fajnie tak iść przez pustynię i rozmawiać o tym wszystkim. Pustynia jest bardzo duża, więc idziemy już 40 minut. Ponieważ nie widać końca wędrówki, ja jako wielbłąd zaczynam szaleć po kocu, czyli pustyni, i twierdzę, że już nie chcę iść i że chce mi się pić. Kawy. Zebra ma coraz większe oczy i tonem autentycznej reprymendy mówi:

- Wielbłądy tak nie postępują!

Małgorzata Juda-Mieloch

Dyskusja (liczba komentarzy: 1)

Chcesz skomentować? Przyłącz się do dyskusji »