Lipton. Łyk inspiracji
W czasach studenckich miałam koleżankę, która witała mnie na uczelni słowami: „A wiesz, że…”. Zwykle nie wiedziałam, że Unia Wolności jest bastionem chroniącym Polskę przed klerykalizacją i ciemnogrodem. Poza tym byłam dość uprzejma, co dawało mojej rozmówczyni bardzo szerokie pole do rozwinięcia dyskursu.
Zanim się zorientowałam, w cziom dieło, upłynęło trochę czasu. Wtedy poranny dialog zmienił formułę. „A wiesz, że…” przerywałam właśnie w tym miejscu, mówiąc: „Nie wiem, nie czytałam dziś Wyborczej”.
Tak kształtowała się moja nieuprzejmość oraz nieufność wobec wszelkich „A wiesz, że…”, które pojawiają się jak Filip z konopi.
Minęły lata.
Teraz należy uwrażliwić się na inną kwestię. Jeśli w rozmowie padnie, dajmy na to, że „Kirkegaard inspirował się poezją romantyczną, a ważne kwestie filozoficzne poruszał w nowatorskich, osobistych, poetyckich esejach, a nie w trudnych rozprawach” i strzelista myśl ta będzie argumentem na rzecz tezy, powiedzmy, że należy wypowiadać się osobiście, poetycko i możliwie prosto, albo – co gorsza – nie będzie żadnym argumentem na rzecz żadnej tezy, lecz rozwinięciem owego „A wiesz, że…”, należy przytaknąć. I dodać, że z kolei „Piano i Rogers, zainspirowani kolorami i formą przewodów i rur, uczynili z nich element dekoracyjny centrum sztuki współczesnej Pompidou w Paryżu”.
Albo nic nie dodawać, tylko stwierdzić rzeczowo, że w naszym pudełku herbaty Lipton nic o tym nie pisali. Albo że dziś się jeszcze herbaty nie piło.
Dyskusja (liczba komentarzy: 5)
Chcesz skomentować? Przyłącz się do dyskusji »