Dziadunio
Co ma począć rodzina z zasłużonym, nobliwym staruszkiem, który przestaje panować nad produktami przemiany materii, zaczyna gulgotać, bekać, publicznie dłubać w nosie i wycierać usta końcem krawata?
Kłopot tym większy, że – jak powiedziałam – staruszek jest zasłużony i nobliwy. Może nawet bardzo kochany? Jednym słowem – dziadunio.
Nie mam pewności, ale myślę, że pamiętając o dawnych zasługach, nobliwości oraz dobrym imieniu dziadunia – trzeba by ograniczyć jego publiczne ukazywanie się. Otoczyć opieką i miłością.
Dlaczego o tym piszę?
Otóż – jak powszechnie wiadomo – Władysław Bartoszewski zawyrokował niedawno, iż ojciec pięciorga dzieci będzie lepszym prezydentem niż ktoś mający doświadczenie w hodowli zwierząt futerkowych, a niemający doświadczenia w byciu ojcem czegokolwiek. Skrytykowany za te słowa „profesor” pomstował, że w Polsce zgasło poczucie ironii, przenośni, humoru, aluzji i finezyjnych wypowiedzi.
Co do humoru i finezji – zgoda. Ale aluzja i ironia mają się bardzo dobrze.
Dyskusja
Chcesz skomentować? Rozpocznij dyskusję »